Dlaczego nigdy nie przebiegnę maratonu…

biegnij-maratonCzytam relacje z kolejnych przebiegniętych maratonów, takich jak dzisiejszy Łódź Maraton i nie ukrywam, że podziwiam tych, którym się udało. Sam czasem mam myśli, które kierują mnie w kierunku startu, ale… Gdy przypomnę sobie swoje najdłuższe biegi, wiem jedno. Nigdy nie pobiegnę w maratonie.

Podziwiam Pawła, który biega, przy czym nie idzie na ilość tylko na jakość. Widać, że jego biegi są coraz lepsze, bo i wyniki są coraz lepsze. Mam olbrzymi szacunek do Mateusza, który bez przygotowania biegnie 40 kilka kilometrów i jeszcze bije swoje rekordy. Arvind również pokazuje, że wiele można zdziałać, gdy tylko się chcę. Jego przygotowania do różnych zawodów, czy ćwiczeń można obserwować na jego Facebooku i blogu. Obserwuje i podziwiam. Ale im więcej widzę tym mam większą pewność, że maraton nie jest dla mnie.  Gdy zaczynałem przygodę z bieganiem z zazdrością patrzyłem na tych biegaczy, dla których maratony to chleb powszedni. Niesamowite jest to, ile człowiek może znieść i mimo. Kiedyś myślałem, że bieg na dystansie ponad 40 kilometrów jest tylko dla ludzi, którzy są niespełna rozumu teraz, gdy sam mam już sporo kilometrów za sobą wiem z jaką frajdą może się to wiązać. Mimo to nie pobiegnę w maratonie, a powodów jest kilka.

Po pierwsze. Maraton nie jest dla mnie ze względu na predyspozycje fizyczne. Nigdy nie lubiłem biegać, nie miałem ochoty biegać i co gorsza kondycja też mi na to nie pozwala. Teraz kilka kwestii się zmieniło, ale gdybym miał biec razem z olbrzymią grupą osób, ze świadomością, iż muszę osiągnąć jakiś wynik wiem, że tylko bym sobie zaszkodził. Dlaczego? Z tym wiąże się powód drugi.

Po drugie. Życie mi miłe i na zawał nie mam zamiaru umierać ;) Oczywiście to żart, ale właśnie zdrowie na 99% nie pozwoliłoby mi na ukończenie maratonu. Mam problemy z kolanami, czasem z plecami, do tego dochodzi ból nadgarstków. Tak, wiem, że to dziwne. Ale uwierzcie mi, po kilki kilometrach biegu zespół cieśni nadgarstka nawet na trasie biegowej daje we znaki.

Po trzecie. Nie stać mnie na maraton. Nie stać mnie na poświecenie takiej ilości czasu i pracy jaki wymaga godny udział w maratonie. Lubię trenować, ale jeżeli chodzi o bieganie, to lubię trenować tylko rekreacyjnie. Jeżeli mam z kimś rywalizować zdecydowanie bardziej wolę założyć rękawice i wyjść z kimś do walki podczas sparingów. Zdecydowanie bardziej wolę wyścig na pływalni lub mecz w ping ponga. Bieganie, pod względem rywalizacji to mój najsłabszy punkt i mimo, że słabe punkty trzeba eliminować wiem, że nawet gdyby chciał, nie jestem w stanie tego zrobić. Może pierwszych 5 kilometrów byłoby satysfakcjonujące, ale przy 10 kilometrze ból w kolanie i kolejne dolegliwości na 100% wprawiłyby mnie w sportową depresję.

Jednak aby nie kończyć tego wpisu negatywnym akcentem. Jeżeli czujecie, że maraton to jest właśnie to, co chcecie robić. Jeśli wydaje się wam, że to właśnie wyzwanie dla was to nawet się nie zastanawiajcie. Piszcie do Pawła, Mateusza czy Arvinda. Każdy z nich z pewnością udzieli wam rad na temat tego co zrobić, by maraton nie był ostatnim biegiem w waszym życiu ;)

 

  • http://www.facebook.com/kamil.babel Kamil Bąbel via Facebook

    Też pewnie nigdy bym nie pobiegł, ale zmotywował mnie szczytny cel: http://42doszczescia.pl/