Piłkarzem w Bundeslidze być… Oooo!

Opinie
dodane przez:

robert-lewandowskiNa blogu pisaliśmy o wielu dziedzinach sportowych, zaczynając od kitesurfingu, a kończąc na ‘pole dance’. Teraz przyszedł czas na najpopularniejszy sport w Polsce (o dziwo) – piłkę nożną.

W ciągu ostatnich 2 lat oczy całej piłkarskiej Polski zwrócone były (są i będą) na naszych zachodnich sąsiadów. Wystarczy, że ktoś rzuci w eter hasło “Borussia Dortmund”, a niemal wszyscy kibice bez chwili namysłu, jednym ciurkiem wymienią cały skład żółto czarnych rozpoczynając oczywiście od polskich nazwisk. Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. To oni sprawili, że przeciętny kibic piłki nożnej nie zaprząta sobie głowy ‘El Classico’, a i derby Manchesteru pójdą w niepamięć, jeżeli równolegle będzie rozgrywany mecz Borussi Dortmund z byle kim.

Bundesliga stała się najpopularniejszą ligą europejską w Polsce i nie tylko. Mecz Bayern Monachium – Borussia Dortmund stawiany jest tuż obok pojedynków Realu z Barceloną. Spora w tym zasługa trójki Polaków i duży powód do dumy dla wszystkich kibiców.

Czasami zastanawiamy się, jak bardzo piłkarze największych klubów na świecie – w tym Borussi – muszą harować, aby odnosić tak duże sukcesy. Jak ciężkie i jak długie muszą być ich przygotowania przedsezonowe? Żeby nie trzymać nikogo w niepewności od razu odpowiemy. Nie są ani zbyt ciężkie ani zbyt długie. Wiecie ile trwała przerwa między poprzednim, a przyszłym sezonem Bundesligi w przypadku BVB? 39 dni. Całkiem sporo. Jeżeli jest inaczej, podajcie proszę przykład innych sportowców, którzy mogą sobie pozwolić na ponad półtoramiesięczne wylegiwanie się pod najdroższymi palmami świata. Wracając do okresu przygotowawczego. Zawodnicy z Dortmundu po wypoczynku musieli odbyć dwa zgrupowania. Jedno 3-dniowe, drugie 8-dniowe (Austria i Szwajcaria). Potem jeszcze tylko 7 sparingów i pierwszy mecz o Superpuchar Niemiec z Bayernem Monachium (wygrany 4:2 przez BVB).

Podsumowując. Pierwsze zgrupowanie odbyło się 3 lipca w austriackim Kirchbergu, a już 27 lipca trzeba było grać mecz o ogromną stawkę… Oznacza to, że przez 24 dni ekipie Jurgena Kloppa udało się uzyskać formę, jakiej zapewne nie uda się zdobyć większości drużyn w Europie z wyszczególnieniem polskich pseudoklubów. Codziennie jesteśmy zalewani kolejnymi doniesieniami z “morderczych obozów” Legii Warszawa, Wisły Kraków, Piasta Gliwice czy Śląska Wrocław. Zaczyna się sezon i jak zwykle nasze kluby odpadają z takimi potęgami piłki nożnej jak Azerbejdżan czy Kazachstan, a i w meczach ligowych piłkarzom pod względem motoryki bliżej do zombie z “The Walking Dead” niż do “Szybkich i wściekłych”. Domyślamy się, że najbardziej mordercze na tych obozach są przegrupowania w poszczególnych pokojach. Zresztą motywację rodzimych piłkarzy najlepiej pokazuje ten oto wywiad:

Jeśli chodzi o polskie nazwiska w Bundeslidze to lista nie kończy się na trio z Dortmundu. Mamy jeszcze młodego Arkadiusza Milika, który stawia pierwsze kroki w Bayerze Leverkusen oraz Adama Matuszczyka, który swoich sił próbuje w Fortunie Dusseldorf. Niektórzy do polskich zawodników wliczają również tych panów: Sebastian Boenisch (Bayer Leverkusen) i Eugen Polanski (Hoffenheim). My jednak poddaliśmy ich własnemu osądowi. Byli Polakami, ale w młodym wieku wyjechali do Niemiec. Tam stali się Niemcami, a Polskę traktowali jak zło konieczne, pewną metkę, z którą trzeba żyć. Ten cytat Eugena najlepiej obrazuje całą sytuację:

“Mój cel jest jasny. Chciałbym kiedyś zagrać w reprezentacji Niemiec. Uzasadnił to słowami: Wprawdzie urodziłem się w Polsce, lecz żyję od 3. roku życia w Niemczech, tam dorosłem, mam przyjaciół i nauczyłem się grać w piłkę. Myślę, że trzeba być wdzięcznym krajowi i być zaszczyconym, by móc wyraźnie powiedzieć, że gra się dla Niemiec – nieważne jakie ma się szanse” [wypowiedź z roku 2009, kiedy Polanski grał jeszcze w młodzieżowej reprezentacji Niemiec.