Niedziela, 3 lipca 2011 roku. Wy się wówczas wylegiwaliście, a my, po blisko sześciu godzinach podróży, dotarliśmy do Szczecina. Jednak nie byliśmy zmęczeni. Nie tym razem. Szybki prysznic i niemalże z miejsca, piechotą, wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Wały Chrobrego, Śródmieście, wieżowiec Żeglugi Morskiej, pijalnia piwa Warka na sam koniec i obejrzenie meczu Brazylii. Wszystko z myślą, że już następnego dnia startuje Global Startup Challenge. Nasza wielka szansa.
A zaczęło się to tak.
Na dobry początek pyszna kolacja w Klubie u Wyszaka. To niezwykle miejsce mieści się w stylowych piwnicach zabytkowego budynku Starego Ratusza. Jeżeli lubicie gotyckie, przestronne wnętrza to jest to lokal godny waszej uwagi! Przejdźmy jednak do meritum. Przed poczęstunkiem z uczestnikami przywitali się wszyscy przedstawiciele organizatorów. Nie zabrakło Arkadiusza Seńko oraz Doroty Laseckiej z Red Sky, która to opiekowała się nami od samego początku. Był również Tomasz Łasecki z Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości. Jednakże gościem wieczoru był Leo Exter, twórca WeStartup. Po powitaniu nastał czas na naoliwienie gardła i zapchania żołądków.
Po krótkiej przerwie, na zawiązanie się sadełka, swoją prezentację przedstawił Leo. W moim subiektywnym odczuciu nie powiedział on nic, o czym wcześniej bym nie czytał. Nie zmienia to faktu, że dobrze jest potwierdzić zdobytą wcześniej wiedzę u osoby, który ma europejskie spojrzenie na tworzenie startupów.
Następnie każdy z zespołów miał szansę na przedstawienie siebie i swoich pomysłów. My wyszliśmy na środek jako pierwsi, zgarniając za swój krótki występ rześkie brawa. Na sam koniec mieliśmy okazję porozmawiać chwilę z Leo na temat naszego projektu, który będziemy realizować przez kolejne tygodnie. Czas biegł bardzo szybko i już po kilku chwilach musieliśmy kończyć to pierwsze, bardzo przyjemne spotkanie i udać się do swoich pokoju, które mieściły się w jednym ze szczecińskich akademików.
Sytuacją ekstremalną drugiego dnia była dla nas konieczność wstania już o 8 rano ;) Tak, wiem, dla wielu z Was to normalna pora do pobudki, ale gdy poszło się spać zaledwie cztery godziny wcześniej, po kilku dniach pełnych wrażeń, taki czas na sen jest zdecydowanie zbyt krótki. Bez zbędnego zrzędzenia w kilka chwil ogarnęliśmy się i marszem ruszyliśmy do siedziby Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości. Tam czekały na nas warsztaty z Leo Exterem. Prezentacja ogólna była ciekawa, ale to co usłyszeliśmy na spotkaniu z samym Leo, wprowadziło pewien niepokój w nasze serca. Pojawiło się pytanie – jak do jasnej cholery wybrać nazwę dla wersji Ruszamy Się skierowanej do użytkowników anglojęzycznych? (macie może jakieś pomysły?;)
Kolejne dni, na zmianę, spędziliśmy na pracy, zwiedzaniu Szczecina, uprawiania różnego rodzaju sportów (bieganie, pływanie, frisbee i wielokilometrowe marsze ;)) Oczywiście nie zabrakło imprezowania w piątkowy wieczór. Ot co, taka piątkowa tradycja. I w tym miejscu kolejna krótka wstawka turystyczna – polecamy gorąco klub City Hall.
Nieliczne wolne chwile poświęcaliśmy na poszukiwania Frugo. Niestety, mimo najszczerszych chęci i przeczesania wszystkich największych sklepów w Szczecinie, napój nie został odnaleziony. Pocieszamy się, że ktoś obiecał nam dowiezienie Frugo. A co? Jak żyć to żyć na całego. No to Frugo i wracamy do pracy :) A następna tygodniowa relacja, jak się domyślacie, nastąpi… TAK! Dokładnie za tydzień ;)



